Życie Lucindy cz.2 ::
W czasie wczorajszej nauki u Tylera nie czuła się zbyt dobrze. Nie chciał skupic się na nauce tylko na rozmawianiu o byle czym. Po prostu chciał ją czymś zagadac, a on przyszła z nastawieniem nauczenia go czegokolwiek chociaż Tyler jest tak odporny na naukę, że tylko taki geniusz fizyczny jak Lucinda mogła mu pomóc coś zrozumiec.
Jak nauczył się już wszystkiego co na ten wieczór mu przygotowała mieli godzinę na rozmowę, którą obiecała mu odbyc po nauce. Rozmawiali o byle czym. O niej, o nim, o szkole, o planach na wakacje... Potem Tyler zapytał czy ma rodzeństwo. I to był ten nóż prosto w serce. Poczuła tylko falę ciepła i łzy napływające do jej błękitnych jak ocean oczu. On się przeraził i zaczął przepraszac. Po chwili wytłumaczyła mu gdzie jest jej brat. Powiedziała też, że strasznie za nim tęskni i nie może na razie go odwiedzic, bo jej mama nie da jej pieniędzy na lot do Australii ponieważ nie chce żeby jej córka jeździła do ojca, a ona tego bardzo chce. Wtedy on usiadł koło niej i podał jej pralinkę z czekolady "na poprawę humoru". Zjadła ją i uśmiechnęła się do niego przestając szlochac.
Położyła się w swoim wielkim łózku zaraz jak przyszła i zasnęła w mgnieniu oka. Rano wstała i spóźniła się na pierwszą lekcję. Wolne miejsce było tylko obok Tylera. Przewróciła oczami i usiadła obok niego. Po chwili Tyler napisał na kartce "Nie martw się. Nie chciałem poruszac tego tematu. Nie wiedziałem. Bądź pewna, że w wakacje odwiedzisz brata i Tatę. :) " i podał ją Lucindzie. "Ciekawe jak... :( " - odpisała. "A to się jeszcze przekonasz." - dodał i podał jej kartkę ponownie.
Całe popołudnie i wieczór myślała tylko o tym co Tyler kombinuje.


Komentarze